Ledwie Francuzi rozpoczęli gigantyczną operację wysyłania w świat butelek beaujolais nouveau, a już w Katowicach można dostać najmłodsze wino znad Rodanu. Polacy dołączyli do europejskiej rodziny degustujących od trzeciego czwartku listopada bukiet ulubionego o tej porze roku młodego trunku.
Francuzi z Masywu Centralnego żartują, że co roku w połowie listopada do Lyonu wpływają trzy rzeki: obok Rodanu i Saony – rzeka beaujolais nouveau. Otwarte do późna kafejki, restauracje, bary i puby raczą wszystkich właśnie tym młodym winem, a jego picie należy wręcz do narodowego rytuału. Wszystko skończy się w grudniu, tuż przed Bożym Narodzeniem, kiedy ten frywolny, niemal “uczłowieczony” trunek powędruje do piwnic na leżakowanie i stanie się godnym, szacownym winem.
W łyku najtańszego wina beaujolais nouveau trudno co prawda poczuć słynny bukiet i aromat, ale ma ono moc i słodycz, która potrafi szybko zawrócić w głowie. O tej porze roku ludzie na całym świecie rozkoszują się lekko cierpkim, szczypiącym w koniuszek języka, migotliwie czerwonym trunkiem. Podawanym we wszystkich francuskich restauracjach non stop i do wszystkiego, traktowanym jako aperitif i płyn do płukania ust po obfitym jedzeniu. Wszyscy skwapliwie korzystają z okazji – wszak beaujolais nouveau pija się tylko do grudnia.
Linie powietrzne uwijają się, jak mogą, by z “zagłębia” beaujolais, Lyonu, powieźć w świat jak najszybciej rekordową liczbę butelek świeżo wytłoczonego trunku. Musi pojawić się na stołach najpóźniej w trzeci czwartek listopada. Dlaczego całego transportu nie można przewieźć do różnych krajów bez gorączkowego pośpiechu?
- Europejskie regulacje obowiązujące od 1954 roku zezwalają, aby cenny ładunek opuścił granice Unii Europejskiej w drugi czwartek listopada o godzinie 22 czasu środkowoeuropejskiego – tłumaczy Katarzyna Miler-Matuszewska z biura prasowego British Airways w Warszawie.
- Dlatego przewoźnik ma tylko sześć dni, aby dostarczyć wino w różne strony świata. Święto beaujolais nouveau przypada bowiem na całym świecie w trzeci czwartek listopada.
W tym roku ilość wina zgłoszonego do przewozu jest większa o 15 procent od wyekspediowanej za granicę w ubiegłych latach. Głównymi odbiorcami są Amerykanie, którzy – choć cenią własne, kalifornijskie – nie wyobrażają sobie porządnej kolacji bez wina francuskiego. W trunku znad Rodanu i Loary gustują także Azjaci, zwłaszcza Japończycy.
Jak to się stało, że bez zaangażowania logistycznego w to przedsięwzięcie linii lotniczych uda się mieszkańcowi Śląska kupić beaujolais nouveau równocześnie z klientem z Paryża?
- Mam kontakty z importerami z całej Polski – mówi Witold Zmysłowski, szef “Win Świata” w Katowicach. – Beaujolais nouveau musi się u mnie pojawić na czwartek. Przeżyłem już to święto w ubiegłym roku i wiem, że na Śląsku wino to ma swoich zagorzałych fanów. Ten młodzik ma tylko sześć tygodni, ale jest niezwykle przyjemnym i łatwym w konsumpcji winem, praktycznie bez garbnika, ale za to z mnóstwem owocowych aromatów i smaków.
W tym roku butelka będzie kosztowała od 27 do 37 złotych i na pewno nie zabraknie chętnych. Wbrew obiegowej opinii Polacy również znają się na szlachetnych trunkach i umieją docenić ich bukiet. Nie dorównują jednak w mistrzowskim rozróżnianiu gatunków wina Francuzom. Ci – co oczywiste – są znawcami swego narodowego trunku, wiedzą, czym różni się wino alzackie (z winogron fermentujących jeszcze w grudniu na zmrożonych już kiściach) od takiego beaujolais. Można by uczyć się od Francuzów również tego, jak wykorzystywać najmniejszy choćby powód – nie odbierając niczego beaujolais nouveau – by przyciągnąć turystów. Świętowanie sezonu winiarskiego to tylko pretekst, by przyciągnąć rzesze gości choćby do Strasburga, którego okolice słyną przecież z wina alzackiego.
- Ale my także świętujemy picie beaujolais nouveau. Będziemy nim po alzacku wznosić toast “skilt!” i zagryzać “kougelhopf”, czyli słodką babką – zapewnia André Durrmann, ożeniony z Polką winiarz z Andlau pod Strasburgiem. – Mamy co świętować, bo rok 2000 był dobry dla winiarzy. Dzienny zbiór wynosił 6?8 ton.
André w 1978 roku przyjechał do Polski, poznał Annę i wywiózł ją do Alzacji. Dziś oboje pielęgnują tradycje winiarskie, odziedziczone po jego rodzicach. Nastawili się na produkcję ekologiczną, bez użycia środków chemicznych. Najpierw jednak musieli posadzić nowe szczepy, odczekać trzy lata, by uzyskać certyfikat ekologiczny. Czy to dochodowa produkcja?
- Ar winnicy daje 6-10 tysięcy franków dochodu. Zbieramy 60 ton winogron, produkujemy 15-20 tysięcy butelek wina – mówi André.
W jego rodzinnym Andlau także turyści z zagranicy mogą wziąć udział w świętowaniu pomyślnych zbiorów. Indywidualnie zapłaci się 20 franków, w grupie – 15 franków, a obiad z degustacją pięciu gatunków wina to wydatek rzędu 120 franków.
- W tym roku winobranie w Beaujolais ogłoszono już 28 sierpnia. Ciepła i słoneczna wiosna oraz upały majowe i czerwcowe przyspieszyły kwitnienie krzewów. Łagodny lipiec i początek sierpnia ustabilizowały dojrzewanie gron, a od 10 sierpnia winnice w Beaujolais zażywały słonecznych kąpieli – opowiada Witold Zmysłowski. – Takie warunki są dobrą wróżbą wysokiej jakości wina. Zresztą sami oceńmy beaujolais nouveau rocznik 2000, ostatnie w tym wieku.
Pamiętajmy wszakże słowa Hipokratesa, ojca medycyny: “Wino jest rzeczą cudownie przeznaczoną dla człowieka, jeżeli zdrowy lub chory będzie je przyjmował w stosownej porze i umiarkowanie”.
Autor artykułu: BEATA SYPUŁA