Z wizytą u nowego wicewojewody śląskiego

July 19th, 2002

Jedną z pierwszych osób, jakie z gratulacjami zadzwoniły do świeżo upieczonego wicewojewody Jerzego Borowca, była Maria Gwóźdź, jego wychowawczyni z LO im. Norwida.

- Była najwspanialszym pedagogiem, jakiego spotkałem podczas swojej edukacji – mówi były uczeń. – Swego czasu imponował mi hippisowski luz i swoboda. Niezależność manifestowałem w poglądach i działaniu, buntowałem się przeciw wszelkim nakazom. I wtedy trzeba było takiego pedagoga jak pani Gwoździowa, która w tym wszystkim widziała naturalny a nieszkodliwy odruch i bardzo pobłażliwie podchodziła do naszego młodzieńczego buntu.
Niezależność pozostała mi do dziś. Nie wyrosłem też z rocka, którego namiętnie słuchałem w czasach szkolnych. Nie znudziła mi się też literatura science-fiction, którą fascynowałem się jako nastolatek. Nie przepuszczę w telewizji żadnego programu i filmu o tematyce fantastyczno-naukowej, nie daruję sobie horrorów. Lubię przenoszenie się w inną rzeczywistość. Interesuje mnie wszystko, co nie związane jest z tu i teraz.

Wicewojewoda skończył “Norwida”, ale nie urodził się i nie wychował w Tychach. Miastem jego dzieciństwa jest Częstochowa.

Chciał być leśnikiem, ale ojciec – leśnik – odradził mu tę drogę, wylądował więc na Wydziale Ogrodniczym Akademii Rolniczej w Poznaniu.

- Na studiach nie interesowała mnie polityka. Nie należałem do żadnej organizacji, nie przyłączałem się do strajków – wspomina. – Do partii (ale nie TEJ) zapisałem się dopiero w roku 1985 jako pracownik Wojewódzkiego Ośrodka Postępu Rolniczego w Łodygowicach. Tylko dlatego, że jako kierownik miałem dość stawiania mnie przed decyzjami podjętymi na zebraniach silnej w tamtym zakładzie POP PZPR. Podejmowanie ich w tamtym gronie, a nie na zebraniach produkcyjnych miało mnie zmobilizować do przyłączenia się do partii. Ale ja nigdy od tamtej partii nie chciałem się uzależnić.
Kolega zaproponował mi Stronnictwo Ludowe. Kiedy poszedłem na pierwsze zebranie, jako obserwator, myślałem, że zaraz po wyjściu nas pozamykają. To, co tam usłyszałem, było odważniejsze od audycji “Wolnej Europy”. Spodobał mi się program i wstąpiłem do ZSL. Ale niezależność poglądów zachowałem. Nadal mówię, co myślę, nawet partyjnym kolegom.
W PSL nigdy, na szczęście, nie było tak, że za krytykę się wylatuje. Góra z dołem w tym ugrupowaniu zawsze się liczyła. Nie zawsze podobały mi się wypowiedzi niektórych liderów, ale nigdy nie myślałem zmieniać barw.
Koniunkturalne działanie nie jest w moim stylu.

Jako wicewojewoda odpowiedzialny m.in. za rolnictwo, Jerzy Borowiec wróci do swojego wykształcenia i wieloletnich doświadczeń nabytych w czasie pracy zawodowej.

- Moje studia na Akademii Rolniczej były konsekwencją zainteresowania ogrodnictwem, jakie rozbudziła we mnie praca w tyskim kombinacie ogrodniczym – opowiada. – Po studiach cztery lata pracowałem w łodygowickim gospodarstwie produkcyjno-wdrożeniowym, potem wróciłem do kombinatu, który został wchłonięty przez “Iglopol”.
Zmieniła się więc nazwa, ale nie praca. Dopiero potem, kiedy zakład zaczął się chylić ku upadkowi, spróbowałem swoich sił we własnej działalności gospodarczej, też powiązanej z rolnictwem (zajmowałem się eksportem płodów rolnych do ówczesnej Czechosłowacji). W połowie lat 90. odszedłem nieco od rolnictwa i zająłem się działalnością handlowo-marketingową w agencji reklamowej, co dało mi cenne doświadczenia w nawiązywaniu kontaktów z ludźmi i znajdowaniu się w różnych okolicznościach. Jako wiceprezydent Tychów zająłem się problematyką społeczną, która jeszcze w czasie studiów tak bardzo mnie zainteresowała, że omal nie wygrała z rolnictwem (nosiłem się z poważnym zamiarem przeniesienia na socjologię).

Socjologiem jest żona wicewojewody, Elżbieta Borowiec, która od lat pracuje w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej w Tychach. O socjologii myśli ich najstarsza córka Ola, która we wrześniu będzie uczennicą czwartej klasy LO im. Norwida. Młodsza o dwa lata Marta skłania się raczej ku anglistyce. Obie są bardzo dumne z ojca.

Do jego częstej nieobecności w domu zdążyły przywyknąć, ale wakacje z rodzicami na Suwalszczyźnie były odwieczną tradycją.

- W tym roku po raz pierwszy pojedziemy tam same – powiedziała pani Elżbieta. – Chciałabym tylko, by w swojej nowej pracy mąż znajdował czas na wędkowanie. To go wspaniale odpręża.

Autor artykułu: JOLANTA PIEROŃCZYK

Siedemnastolatka napadnięta na al. Bielskiej

July 19th, 2002

Dochodziła godzina 19.20, kiedy 17-letnia dziewczyna wysiadła z autobusu na al. Niepodległości w Tychach. Towarzyszył jej kolega, z którym szła w kierunku swojego domu. Rozstali się kilkaset metrów dalej. Od tego momentu była już sama. Po pewnym czasie zorientowała się, że ktoś za nią podąża. Gdy wchodziła na klatkę schodową, w jednym z domów przy al. Bielskiej, zauważyła, że idący za nią człowiek wszedł również do środka. Napastnik szarpnął ją silnie do tyłu. Dziewczyna wywróciła się i spadła ze schodów. Mężczyzna rozerwał jej wierzchnią odzież i próbował zdjąć bieliznę.

Jak poinformował nas Zdzisław Wilczak, zastępca prokuratora rejonowego napadnięta podjęła rozpaczliwą obronę. Jednocześnie cały czas głośno wzywała pomocy. W trakcie szarpaniny na klatkę schodową wybiegła matka dziewczyny, która usłyszała krzyki córki. Mężczyzna na jej widok poderwał się ze schodów, wyrwał dziewczynie plecak i zaczął uciekać. Kobieta podjęła za nim pościg cały czas krzycząc “Łapać złodzieja!”.

Okrzyki usłyszeli siedzący na ławce młodzieńcy, którzy ruszyli w pościg. Mężczyzna został zatrzymany w rejonie boiska SP-5 i przekazany patrolowi policji.

- Zatrzymany znajdował się pod wpływem alkoholu, dlatego został przewieziony na izbę wytrzeźwień. Podejrzany ma 30 lat, jest żonaty i ma dziecko. W przeszłości był już karany za włamania – mówi podkom. Piotr Bieniak, rzecznik prasowy KMP w Tychach.

Policja zabezpieczyła garderobę poszkodowanej do badań. Dziewczynę przebadał lekarz. Podczas konfrontacji, zarówno poszkodowana jak i jej matka rozpoznały napastnika, który tłumaczył, że nic nie pamięta.

Na drugi dzień prokurator przedstawił mu zarzuty rozboju i usiłowania gwałtu. Na wniosek prokuratury Sąd Rejonowy w Tychach zastosował wobec podejrzanego środek zapobiegawczy w postaci trzymiesięcznego aresztu.

Podejrzanemu grozi kara do 12 lat pozbawienia wolności.

Autor artykułu: WOJCIECH SZNER

Dzisiaj dąbrowianie sprawdzą formę faworytów

July 18th, 2002

Reprezentanci dąbrowskiego MMKS Radosław Stromczyński i Emil Siewiorek awansowali do czołowej czwórki juniorskich mistrzostw Polski w siatkówce plażowej. W półfinale zmierzą się z rybnicką parą Rusek – Wika, uważaną za głównego kandydata do złotego medalu.

Los sprawił, że dąbrowianie zmagania na mysłowickim kąpielisku “Słupna” rozpoczęli we wtorek pojedynkiem z półfinałowymi “znajomymi” Arturem Barczewskim i Michałem Jakubczakiem z CWLKS Gubin. Rywale starali się kierować piłki na Radosława Stromczyńskiemu. Ten jednak dobrze bronił, a Emil Siewiorek dokładnie wystawiał piłkę. Podopieczni Pawła Sznicera wygrali w dwóch setach (21:19, 21:17).

Kolejnym rywalem pary dąbrowskiego MMKS byli mistrzowie lubelszczyzny Jakub Guz i Rafał Gosik (Avia Świdnik). Tym razem częściej akcje naszego zespołu kończył Emil Siewiorek. Pierwszą, zaciętą partię podopieczni Pawła Sznicera wygrali 22:20. W drugiej oddali rywalom o dwie piłki mniej (21:18).

Wczoraj dąbrowska para dwukrotnie stawała przed szansą awansu do strefy medalowej. Najpierw para Stromczyński – Siewiorek zmierzyła się z Adamem Mikołajkiem i Marcinem Kordialikiem z pilskiego Jokera.

Podopieczni Pawła Sznicera rozpoczęli spotkanie słabo, pierwszą partię przegrywając gładko 17:21. W drugim wyrównanym secie dąbrowian od zwycięstwa dzieliła tylko jedna piłka (20:19). Atak siatkarzy Jokera obronił Emil Siewiorek. Jego partner dokładnie wystawił piłkę i… w tym momencie sędzia przerwał akcję dopatrując się podwójnego uderzenia Radosława Stromczyńskiego. Dwie kolejne akcje należały już do pary z Piły, która wygrała rozgrywkę do 20, a mecz 2:0.

Dąbrowianie trafili do repasaży, gdzie zmierzyli się z Tomaszem Pszczółkowskim i Mateuszem Pietruszewskim (AZS Olsztyn). Pierwszego seta podopieczni Pawła Sznicera wygrali 21:19. W drugim szybko objęli kilkupunktowe prowadzenie (8:4), które systematycznie powiększali, wygrywając ostatecznie do 13.

Zdecydowanymi faworytami dzisiejszego meczu są rybniczanie Paweł Rusek i Marcin Wika. Podczas turnieju półfinałowego pokonali oni jednak podopiecznych Pawła Sznicera dopiero po zaciętym (18:16) tie-breaku.

Autor artykułu: (wow)

Jura staje się modna

July 18th, 2002

Jura jest tak popularna, że w niektóre dni w Podzamczu, Morsku, Podlesicach i Włodowicach brakuje miejsc do parkowania. Najbardziej atrakcyjne miejscowości odwiedzają zorganizowane wycieczki i setki turystów indywidualnych.

- Wyraźnie zwiększyła się baza hotelowo-gastronomiczna – zapewnia dyrektor Biura Związku Gmin Jurajskich, Robert Nieroda. – Sześć lat temu mieliśmy 40 gospodarstw agroturystycznych, a obecnie jest ich 150. Najwięcej powstało w Kluczach i Kroczycach. W każdej z tych gmin jest osiem pensjonatów. Trzy, działają w Bzowie koło Zawiercia, dwa w Podzmaczu, po jednym w Pilicy i we Włodowicach.

Zawiązało się Jurajskie Stowarzyszenie Turystyki Wiejskiej, którego prezesem został Stanisław Kozubek ze Zrębic koło Olsztyna. Nowa organizacja zajmuje się promocją Jury, zaprasza mieszkańców Polski do spędzenia urlopu bądź weekendu “w krainie białych skał i tajemniczych jaskiń, krainie zamków, lasów i polnych ścieżek”. Stowarzyszenie wydało folder z adresami gospodarstw agroturystycznych oraz ich ofertą usług.
Z wydawnictwa turysta dowie się, gdzie znajdzie nocleg w pokojach gościnnych lub samodzielnych mieszkaniach, czy domach wakacyjnych.

W większości kwater przygotowywane są tradycyjne domowe posiłki. Jeżeli ktoś chce samodzielnie kucharzyć, może zaopatrzyć się w świeże produkty u właściciela kwatery. Część gospodarzy proponuje dodatkowe atrakcje w postaci wspólnego ogniska, pokazu pieczenia chleba, robienia masła lub białego sera tradycyjnymi sposobami.

Oferuje się też zbieranie minerałów, przejażdżki zaprzęgiem konnym lub rowerami. Na życzenie gości mogą być zorganizowane wspólne wędkowania, spotkania z muzyką i obrzędami ludowymi. Jest możliwość nawiązania kontaktów z twórcami ludowymi, którzy malują, rzeźbią lub sporządzają wyroby z bibuły.

- Wielu ludzi dopytuje się, co można zobaczyć u nas ciekawego – mówi Robert Nieroda. – Widać ogromne zainteresowanie Jurą i jej tradycjami kulturalnymi.

Coraz więcej ludzi odwiedza muzeum przyrodnicze w Ogrodzieńcu Cementowni. Związek Gmin Jurajskich i Stowarzyszenie Turystyki Wiejskiej propagują Jurę jako teren dla turystyki aktywnej. Można tu bowiem urządzać nie tylko tradycyjne pikniki z pieczeniem kiełbasek, ale również rajdy, obozy wędrowne, wycieczki rowerowe i wspinaczki.
Bardziej wtajemniczeni mogą również penetrować jaskinie, zwiedzać zabytkowe obiekty i rezerwaty prezyrodnicze. Lotniarze wykorzystują wzniesienia nad Pustynią Błędowską w Kluczach i koło Olsztyna do uprawiania swojej dyscypliny sportowej. Zimą jest możliwość uprawiania narciarstwa biegowego i śladowego.

Związek Gmin Jurajskich, mający siedzibę w Ogrodzieńcu przy Placu Wolności, zaprasza internautów do swojej bazy serwisowej. Są w niej aktualne informacje o gminach, które należą do Związku. Jest ich już 38 (m.in. Kroczyce, Włodowice, Klucze, Dąbrowa Górnicza, Łazy, Ogrodzieniec, Pilica, Zawiercie, Żarnowiec).

Od niedawna turysta, wybierający się do Podlesic czy Podzamcza, już za pośrednictwem internetu może dowiedzieć się wielu szczegółów na temat interesujących go miejscowości.

Autor artykułu: JERZY WAKSMAŃSKI

Zieleń pod nadzorem

July 18th, 2002

Niektóre osiedla przypominają betonowe pustynie. O słabej świadomości ekologicznej i lekceważeniu przyrody świadczą niektóre listy wpływające do Wydziału Ochrony Środowiska i Rolnictwa Urzędu Miejskiego w Sosnowcu.

W tym roku trafiło tam 113 wniosków o wyrażenie zgody na wycinkę drzew. Autorzy pism w przeróżny sposób uzasadniają jej konieczność. Właściciele prywatnych posesji za wystarczający powód uznają fakt, że drzewa są wiekowe, wyrośnięte ponad miarę. Tłumaczą, że gałęzie zasłaniają im widok, bronią dostępu do światła, opadające liście zatykają rynny itp.

Administratorzy osiedli przedstawiają bardziej racjonalne argumenty: korzenie topól rozsadzają chodniki, stare drzewa zagrażają bezpieczeństwu. Uschnięte konary mogą się zwalić na ziemię przy lada podmuchu wiatru, zniszczyć karoserie parkujących pod nimi samochodów.

- Nie wszystkie wnioski są załatwiane pozytywnie – naczelnik Wydziału Ochrony Środowiska i Rolnictwa, Wanda Orlińska. – Przed podjęciem decyzji przeprowadzamy wizję lokalną, konfrontując przedstawianą argumentację ze stanem faktycznym.

Wydział stara się nie dopuścić do ogołocenia osiedli mieszkaniowych z zieleni. Jeśli zostaje wyrażona zgoda na wycinkę, to pod warunkiem, że administratorzy zrekompensują straty przez nowe nasadzenia. Nie można w końcu lekceważyć racji ekologów i przyrodników.

Autor artykułu: (jew)

Niebezpieczne upały

July 17th, 2002

W tak upalne dni lepiej ograniczyć pobyt na powietrzu, zwłaszcza, gdy ma się jakiekolwiek dolegliwości zdrowotne, głównie krążeniowe. Dowodem na to może być tragiczne odkrycie, jakiego dokonali wczoraj koło południa kapiący się w jeziorze Pogoria III.

Zauważomo, że w wodzie tuż przy brzegu leży nieruchomo mężczyzna. Mimo natychmiast podjętej akcji ratunkowej mężczyzny nie odratowano.

- Ustalono, że 67-letni dąbrowianin wędkował. Wcześniej leczył się na serce. Nad jeziorem przeszedł zawał, który sprawił że przewrócił się twarzą do wody – wyjaśnia Mariusz Huras, zastępca naczelnika sekcji prewencji dąbrowskiej KMP.

Za przyczynę zgonu uznano zawał serca.

Autor artykułu: (A.Z.)

Pomnik Orląt Lwowskich

July 17th, 2002

Towarzystwo Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich chce postawić na Rakowie pomnik poświęcony młodym obrońcom Lwowa. Obelisk miałby stanąć koło dawnego kina Relax. Ten niewielki plac w ubiegłym roku otrzymał, na wniosek towarzystwa, imię Orląt Lwowskich.

“Akcent rzeźbiarski” – jak określają pomnik pomysłodawcy – miałby stanąć w miejscu, gdzie kiedyś było popiersie Bolesława Bieruta.

Obelisk zaprojektował rzeźbiarz Szymon Wypych. Kompozycja ma się składać z cokoła w kształcie prostopadłościanu o podstawie 65 na 65 centymetrów i o wysokości 315 cm. Na szczycie filara mają być cztery płaskorzeźby o wymiarach 70 na 65 cm. Filar byłby obłożony białym marmurem. Koszt pomnika wyliczono na 35 tys. zł. I taką kwotę towarzystwo chciałoby dostać od miasta. Na listopad zaplanowano odsłonięcie obelisku. Towarzystwo ma nawet scenariusz uroczystości. W programie jest recytacja poezji patriotycznej, występy chóru, orkiestry dętej.
Chyba jednak miłośnicy Lwowa nie doczekają się w tym roku odsłonięcia tego pomnika.

- W tegorocznym budżecie nie ma pieniędzy na takie przedsięwzięcie – mówi Jacek Mróz, rzecznik prasowy Urzędu Miasta. – 50 tys. zł zarezerwowano na konserwację i remonty miejsc pamięci narodowej, większość na renowację Pomnika Poległym w Obronie Ojczyzny, na Placu Pamięci Narodowej. Do kwestii budowy pomnika Orląt Lwowskich będzie można powrócić w czwartym kwartale.

Autor artykułu: (JS)

Przez długi szpitala przesunięto terminy zabiegów

July 17th, 2002

Dąbrowski Szpital Miejski jest zadłużony. Przyczyną jest m.in. niedoszacowanie cen usług medycznych, przekraczanie liczby wykonanych, zakontraktowanych hospitalizacji oraz brak kontraktów z kasą chorych na usługi wykonywane w Izbie Przyjęć.

- Kolejna istotna przyczyna to tzw. ustawa 203, czyli podwyżka dla personelu, na którą nie otrzymaliśmy pieniędzy z Ministerstwa Zdrowia. Dodatkowym obciążeniem finansowym są prawomocne wyroki sądowe, dotyczące wypłaty nadgodzin lekarzom za pełnione dyżury w latach 1996 – 1999 – twierdzi doktor Beata Libera-Małecka, dyrektor Szpitala Miejskiego w Dąbrowie Górniczej.

Za wygrane w sądzie sprawy ze szpitalem lekarze w sumie z odsetkami otrzymają 1,1 mln zł. 2,5 mln zł. szpital wypłacił już pracownikom zgodnie z ustawą o podwyżce, ale do kieszeni personelu powinno wpłynąć z kasy szpitala za ten rok jeszcze 1,3 mln zł.

Już w 2000 roku szpital miał tzw. ujemny wynik finansowy. Zabrakło 4,5 mln zł. W 2001 r. było to już 6,5 mln zł. Jeśli sytuacja by się nie zmieniła, wysokość bilansu ujemnego pod koniec tego roku wyniosłaby kolejne 3,8 mln zł.

Ta sytuacja wymogła natychmiastową reakcję. Kilka godzin przed ubiegłotygodniową sesją radnych przygotowano projekt pokrycia deficytu.

- Rada Miasta podjęła uchwałę o pokryciu ujemnego wyniku szpitala w 2001 roku, dla którego jest organem założycielskim. Rada przeznaczyła na to 6,5 mln zł., uważając, że warunki, w jakich leczeni są pacjenci w szpitalu, są ważnym zadaniem gminy. Tym bardziej, że placówka ma akredytację i jest jedynym szpitalem w mieście, którego nie można zlikwidować z powodów ekonomicznych. Rada przyjęła też program naprawczy szpitala, który ma racjonalizować koszty oraz dodatkowe źródła przychodu – mówi wiceprezydent Andrzej Kordys.

Uchwała pozwoliła na uzyskanie linii kredytowej od jednej z firm farmaceutycznych.

- Dostarczane nam będą regularnie w małych partiach potrzebne leki i materiały diagnostyczne. Rozmawiamy także z innymi wierzycielami, którzy złożyli nawet pozwy do sądu. Negocjujemy odroczenie spłat, bo liczymy, że niebawem uda nam się regularnie spłacać długi – wyjaśnia dyrektor szpitala.

Program naprawczy szpitala ma uzdrowić sytuację placówki tak, by w 2004 roku nie miała żadnych długów.

- Po pierwsze na bazie Izby Przyjęć, na której usługi nie mieliśmy kontraktu, utworzony zostanie kontraktowany przez kasę Szpitalny Oddział Ratunkowy. Wystąpimy o lepszy kontrakt w związku z otrzymaniem akredytacji i rozszerzeniem wachlarza usług, liczymy na dotację z ministerstwa za dokształcanie lekarzy, które prowadzimy jako jeden z kilku szpitali. Liczymy też na sponsorów – wymienia plany dyrektor szpitala.

To nie wszystko. 152 osoby, personel pralni i warsztatów oraz sprzątaczki, przestaną być pracownikami szpitala, a zatrudnieni ich firma, która wygra przetarg na te usługi. 23 osoby z administracji i usług zostaną zwolnione, a 14 osób przestanie pracować z powodu tzw. odejść naturalnych (formy emerytalne).

Ponadto szpital będzie wprowadzać tzw. system rachunkowości zarządczej, co oznacza, że wyliczony zostanie średni koszt każdego zabiegu, by nie dochodziło do nadużyć. Funkcjonuje już również receptariusz, czyli indeks wszystkich potrzebnych leków wraz z ich odpowiednikami, które mogą w leczeniu okazać się tańsze, a przede wszystkim bardziej skuteczne.

- Szpital mieści się w trzech budynkach, a to kosztuje. Chcielibyśmy przenieść oddział psychiatryczny z budynku przy ul. 3 Maja do gmachu byłego Szpitala Dziecięcego. Zabytkowy obiekt, w którym teraz funkcjonuje oddział, oddamy miastu – wyjaśnia doktor Libera-Małecka.

Autor artykułu: PATRYCJA STRĄK

Gole ku pamięci

July 16th, 2002

Prawie tysiąc osób zjawiło się w niedzielne popołudnie, na stadionie Sokoła w Zabrzegu, by obejrzeć w akcji Mariusza Czerkawskiego, Klaudiusza Sevkovića i Lucjana Błaszczyka, którzy zasilili szeregi drużyny śląskich dziennikarzy. Spotkanie zostało poświęcone Markowi Suchemu, dziennikarzowi rodem z Czechowic-Dziedzic, który zmarł sześć lat temu. Dla uczczenia jego pamięci, koledzy żurnaliści rozgrywają spotkania piłkarskie. Przed rokiem na stadionie Pasjonata Dankowice w memoriale wzięli udział reprezentanci Polski – Piotr Świerczewski, Tomasz Hajto i Tomasz Iwan. Tym razem zabrakło aktualnych kadrowiczów, ale zespół dziennikarzy wzmocnił swe szeregi m.in. znanymi szkoleniowcami Albinem Wirą i Piotrem Mandryszem.

- Dlaczego wybrali Zabrzeg? Tak sobie zażyczyli dziennikarze. Poza tym, ten memoriał bliższy jest Zabrzegowi, bo przecież Marek Suchy był z Czechowic – tłumaczył Stanisław Tyc, prezes miejscowego Sokoła. Właśnie byli i obecni zawodnicy tego klubu, a także pracownicy jednej z firm, byli rywalami śląskich żurnalistów.

Spotkaniu towarzyszyło duże zainteresowanie. Klaudiusz Sevković, Mariusz Czerkawski i Lucjan Błaszczyk rozdali mnóstwo autografów.
- Dla mnie udział w takiej imprezie to zabawa i dawanie ludziom radości. Jedni chcą autograf, inni zdjęcie. Chętnie biorę udział we wszystkich imprezach sportowych – stwierdził Sevković.

Mecz podobał się kibicom, którzy mieli okazję zobaczyć aż siedem goli. Wygrali ,oldboje” Sokoła 5-2, po bramkach Grzegorza Tomaszewskiego (trzy), Zbigniewa Sysło i Aleksandra Maliusiewicza. Honorowe trafienia dla dziennikarzy zaliczył Piotr Mandrysz.

Autor artykułu: ŁUKASZ KLIMANIEC

Prysznic z nieba

July 16th, 2002

Intensywne opady deszczu sparaliżowały wczoraj po południu powiat bielski. Ludzie w popłochu kryli się pod wszelkie zadaszenia. Deszcz dał się we znaki także kierowcom, doszło do wielu kolizji. Strażacy ponad 20 razy wyjeżdżali wypompowywać wodę z zalanych piwnic i posesji. Taka pogoda ma się utrzymać przez kilka najbliższych dni. Według meteorologów ze stacji w bielskiej dzielnicy Aleksandrowice burze i spadek temperatury przyniósł chłodny front atmosferyczny. Wczoraj po południu w ciągu godziny temperatura spadła o 5 stopni Celsjusza.

Autor artykułu: (ach)